Golem w operze

W dzisiejszym wpisie opiszemy fajne narzędzie, które Mistrzynie i Mistrzowie Gry otrzymają w drugiej edycji Wolsunga – nowe zasady zagrywania kart, które są samogrającą maszynką do tworzenia ciekawych zwrotów akcji.

Przy okazji, dla wszystkich proszących o mniej suchy a bardziej fabularyzowany opis fragmentu sesji, przygotowaliśmy bardziej fabularyzowany i mniej suchy opis fragmentu sesji.

Karty i zwroty akcji, po co?

Doskonałe pytanie! Zwroty akcji oczywiście po to, żeby było ciekawiej. Natomiast po co nam do tego oddzielna mechanika? Czy jako MG nie mogę sobie po prostu wymyślać ciekawej przygody?

Oczywiście że mogę. Są jednak takie sytuacje, w Wolsungu dość częste, gdy graczom coś pójdzie dużo sprawniej, niż się spodziewałem. I nie chcę im tego zwycięstwa odbierać – przecież jest to gra o dokonywaniu bohaterskich czynów. Czasem potrzebuję jednak, by jakieś starcie było wyzwaniem, gracze zresztą też tego chcą. Prowadząc inne gry, zwykle w takich momentach, nikomu nic nie mówiąc, podwajałem punkty życia przeciwnikowi, gracze udawali że tego nie widzieli i jakoś to szło.

Ponieważ Wolsung jest grą dla Dam i Dżentelmenów, potrzebowaliśmy mechanizmu, który pozwoli MG zmienić przebieg i trudność starcia w świetle reflektorów.

Zagrożenia i pokusy

Jak to działa? W skrócie – jako MG mogę zarać kartę z ręki, by wprowadzić na scenę nowe zagrożenie albo pokusę, z którą muszą zmierzyć się bohaterowie.

Zagrożenia

Znacie ten dreszczyk, gdy okazuje się, że wspaniały plan bohaterów nie uwzględnia ważnego elementu albo gdy w kluczowej scenie pojawia się niespodziewana przeszkoda?

Jako MG, po tym gdy warunki testu zostały już ustalone ale przed rzutem kośćmi, mogę zagrać kartę wprowadzającą niezpodziewane zagrożenie. Zależnie od wartości kary bohaterowie muszą odłożyć jeden (blotka), dwa (figura) lub trzy sukcesy (As) albo ponieść konsekwencje.

Sięgam po to narzędzie albo w kluczowych scenach, w których chcę żeby się dużo działo, albo gdy gracze mnie zaskoczyli – np. gdy ustawiłem trudność pod to, że zadziałają brutalnie z pulą trzech kości a oni znaleźli sposób by podejść do sprawy inteligentnie, z pulą pięciu kości – i nagle test zrobił się łatwiejszy niż bym chciał.

Pokusy

Jednym z zasad pisania dobrych scenariuszy filmowych jest to, że kłopoty, w które bohaterowie ładują się z własnej woli, są ciekawsze niż kłopoty, które pojawiają się bez ich udziału.

Po rzucie kośćmi mogę, jako MG, zagrać kartę by wprowadzić korzystny dla bohaterów zwrot akcji – który wydarzy się, jeśli gracze odłożą odpowiednią liczbę sukcesów. Gracze nie muszą reagować na taka pokusę…

Mogą jednak albo postarać się zdobyć brakujące sukcesy, albo przyjąć na siebie zagrożenie ale skorzystać z szansy, albo nawet nawet zrezygnować z osiągnięcia celu. Rozwój akcji jest w ich rękach.

Sięgam po to narzędzie, gdy bardzo chcę wprowadzić jakiś wątek a graczom udało się aż do teraz go unikać, albo gdy test poszedł zbyt dobrze i zostały jakieś sukcesy, które szkoda by się zmarnowały, albo gdy chcę postawić bohaterów przed szczególnie ciekawym dylematem.

Przykład z sesji

A teraz czas na przykład z sesji, pokazujący działanie zagrożeń i pokus w praktyce. Przykład, choć fikcyjny, jest silnie inspirowany naszymi sesjami. Żadna śpiewaczka operowa nie ucierpiała podczas pisania tego przykładu.

Wydarzenia w OrseauxRozmowy przy stole
MG: Po długiej, pełnej wzruszenia ciszy, rozległy się gromkie oklaski. Publiczność wstawała z krzeseł, w stronę sceny leciały róże i, o czym wspominam z kronikarskiego obowiązku, części garderoby. Jubileuszowy występ Melousine w Narodowym Pałacu Sztuki w Orseaux zakończył się oszałamiającym sukcesem.
Wznieślibyście toast kieliszkiem szapana za to, że udało się wam zdobyć bilety, ale z przyczyn bezpieczeństwa, trunki podawano tylko podczas antraktów. Niezwykła siła głosu śpiewaczki niechybnie roztrzaskała by kieliszki.
MG: Zaczynamy…
Ania: Rozglądam się po sali, może jest tu ktoś znajomy?
MG: Oprócz Rotmistrza Gorejewicza i pana Ravenskurta, z którymi zajmujecie tę samą lożę, dostrzegasz pana Prezydenta z małżonką, madame Lorraine Badout – właścicielkę tych słynnych winnic, znanego z ciętego pióra reportera Pasquala Virion…
W zasadzie prościej by było wymienić znanych ludzi, których to nie ma. Wszyscy kochają Melousine.
Bartek: Podczas gdy jeszcze trwają oklaski, dyskretnie wychylę się z loży i zgarnę jednak tego szampana. Panie Gorejewicz, Fräulein Stein, reflektują państwo na toast?
Cyprian: Oczywiście. Rotmistrz skinął głową, jego wzrok był jednak utkwiony w widowni. Wszystko szło za łatwo. Co to za koncert bez ani jednej strzelaniny. Albo choć pojedynku na szable?
Ania: Panie rotmistrzu, proszę się zachowywać i proszę klaskać. Bravo! Bis! Bis!
Ania: Mam sobie rzucać na coś?
MG: Nie, szkoda czasu, nie ma tu żadnego ryzyka.
Cyprian: Właśnie, a kogo znanego tu NIE ma?
MG: Skoro wspomniałeś, to nie widzisz nigdzie największego fana Melousine, profesora Bombastique. Ale to zapewne dlatego, że dostał ostatnio sądowy zakaz zbliżania się do śpiewaczki.
Bartek: Przegapiłem coś ciekawego?
Ania: Będzie bis?
Cyprian: Dyskretnie odpinam kaburę mojej służbowej różdżki bojowej. Na wszelki wypadek.
Ania: Rotmistrzu, to opera!
MG: Oklaski cichną, podekscytowany tłum zasiada z powrotem na swoje miejsca. Melousine wraca na scenę, będzie bis!
Rozbrzmiewają pierwsze takty słynnej arii walkirii z opery Zmierzch Bogów…
Cyprian: Dobra, teraz sobie rzucę!
MG: Spokojnie, jeszcze będzie okazja. Ale powiem ci, że miałeś nosa…
MG: …gdy wtem przez ścianę wpada wielki, parowy golem!
Bartek: Upewnię się, czy to część przedstawienia?
Ania: Pilnuję Prezydenta!
Cyprian: wiedziałem!
MG: Golem wysuwa mosiężną trąbę głośnika i głosem profesora Bombastique, zapewne odtwarzanym z woskowego walca, zaczyna śpiewać, strasznie fałszując: Meluzyno, Meluzyno, kochaj mnie piękna dziewczyno! Jednocześnie zaczyna ostrzał sceny parowym karabinem maszynowym załadowanym kwiatami.
To nie jest część przedstawienia.
Pan Prezydent wydaje się bezpieczny, ochrona właśnie go wyprowadza, natomiast…
Bartek: Serio?
MG: Serio. Profesor może i jest genialnym golemologiem, ale jest też fatalnym poetą i generalnie rozczarowującym człowiekiem.
Cyprian: Wyrywam różdżkę z kabury, skaczę z balkonu i biegnę w stronę sceny!
Bartek: Musimy ratować Melousine!
Cyprian: To właśnie robię! Rotmistrz odpala zaklęcia bojowe i ochronne, i jako ludzka kula ognia zaczyna przebijać się w stronę sceny. Golem nawet nie zauważy, co w niego uderzyło!
MG: Scisk jest straszny a golem zaczyna rzucać w stronę widowni instrumentami, więc jest ryzyko że wyjdziecie z tego poturbowani.
Cyprian: Byle kontrabas mnie nie powstrzyma!
MG: trudność trzy, jak wam się uda to uratujecie Melousine, a jak nie, to wam pojadę po jakimś atrybucie, zobaczymy co będzie miało sens w opowieści.
Cyprian: odpalam moc uderzenie w tym moim ognistym wariancie, ognioodporność trolla i załatwię go brutalnie bo mam teraz na to cztery kości.
MG: rzut jest ryzykowny, każda jedynka to punkt Kondycji.
MG: Widzicie, że rzucona przez golema harfa przygniotła pana Viriona. Wiecie że to hiena nie dziennikarz i jeśli go nie uratujecie, to przeczytacie jutro jakiś straszliwy paszkwil na wasz temat.MG: to ja zagram 5♠…
… jeżeli nie odłożycie na tę kartę jednego sukcesu, to stracicie po punkcie Reputacji.
Ania: Panna Stein wzywa duchy, które otulają ją całunem cieni i, praktycznie niewidoczna, podąża za naszym subtelnym, płonącym trollem.
Bartek: Pan Ravenskurt otwiera swoją walizeczkę i wypuszcza rój nakręcanych automatycznych żuków. Nie możemy zostawić dzielnego rotmistrza bez wsparcia!
Ania: odpalam moc rozmycie i będę miała dwie kostki na wsparcie.
Bartek: a jak po prostu wspieram za 1k6.
MG: Byle kontrabas nie zrobiłby na tobie wrażenia, nie przewidziałeś jednak fortepianu! Z melodyjnym brzdękiem spada na ciebie kilkaset kilo lakierowanego drewna, metalu i kości słoniowej!
Cyprian: Ideał sięgnął bruku…
Moi państwo, przydałaby mi się pomoc!
Cyprian: rzucam… i mam 2, 1, 1 i 4. Jeden sukces.
MG: I odpisz sobie dwa punkty Kondycji.
Cyprian: to jestem na zero.
Bartek: Moje żuki rozgryzają fortepian na trociny i gaszą płonące drzazgi. Rotmistrzu!
Cyprian: Buchając płomianiami skaczę w stronę golema!
Bartek: rzucam… i mam 5. Drugi sukces!
Ania: Ja tymczasem, niezauważona, uwalniam dziennikarza spod harfy, zostawiając mu swoją wizytówkę i biegnę w stronę sceny. 
Normalnie, niewiele bym pomogła, ale dzięki wrodzonej intuicji, przewiduję kiedy golem zaprzestanie ostrzału i ruszy chwycić Melousine.
I właśnie wtedy rzucam mu pod nogi flet poprzeczny, na którym się poślizgnie.
Zyskamy cenne sekundy i rotmistrz dobiegnie na czas!
Ania: rzucam… 3 i 4. To trzeci sukces.
Zagrywam 2♣, żeby przewidzieć do się stanie i zmienam 3 na 4. Mamy cztery sukcesy i jesteśmy w domu!
MG: Wkraczasz na scenę i patrzysz w oczy Melousine.
Ona patrzy w twoje.
I wiesz, że jeśli ulegniesz czarowi chwili, wybuchnie między wami romans, o którym będą pisali opery! A przynajmniej artykuły w prasie codziennej.
Bartek: Bij golema!
Ania: Panna Stein wyczuwa romantyczne napięcie buzujące na scenie. Cóż – myśli sobie – najwyżej czeka nas dramatyczny pościg po dachach Montglanes
Cyprian: Rotmistrz Gorejewicz wpada na scenę, unosi płonącą pięść, by powalić golema… gdy nagle, w burzy kwiatów, spogląda w oczy Melousine i tonie, bez nadziei na ratunek.
MG: Czas zamiera i tak stoicie, patrząc na siebie i zastanawiacie się, co robiliście, nie znając się przez całe życie…
Korzystając z twojej nieuwagi golem łapie śpiewaczkę i potężnym susem ucieka z nią przez dziurę w ścianie!
Rzeczywiście, czeka was pościg po dachach Montglanes. 
MG: a ja tu położę Asa ♥… 
…trzy sukcesy i serce Meluzyny jest twoje. Przynajmniej na jakiś czas, wiesz jacy są wielcy artyści.
Ania: jeśli się sprężymy to może skądś je uzbieramy… Cyprian, odpaliłbyś zdolność rasową, może dorzucił coś za Raputację albo Manę?
Cyprian: nie, to dopiero początek sesji, niech ją porywają, będzie ciekawiej!
MG: Tymczasem widzicie, że biegnie w waszą stronę sekretarz opery, krzycząc coś o kosztach remontu…
MG: To dziennikarza macie z głowy, ale Meluzyna przepadła.
A za przegraną i te wszystkie zniszczenia od ognia i żuków, odpiszcie sobie po punkcie Bogactwa.

Zaglądając głębiej za kulisy, możemy zauważyć, że o ile dziennikarz był po prostu barwną komplikacją mającą podnieść tempo akcji, o tyle romans z Meluzyną był sprytnym zawiązaniem głównego wątku osobistego w przygodzie – haczykiem rzuconym graczom, którzy ci z chęcią połknęli. MG mogła oczywiście powiedzieć “Cyprian, czujesz że rotmistrz zakochuje się w Meluzynie”, ale ten sam wątek wprowadzony przez mechanikę i wybrany świadomie przez graczy zadziała dużo silniej.

A co by się stało, gdyby gracze nie ulegli pokusie? Uratowaliby Meluzynę i na osobistą prośbę Prezydenta ruszyliby tropem profesora. Z wściekłą i zdeterminowaną Melousine na karku, która jak wszyscy wiemy, nie przywykła by ktoś odrzucał jej uczucia.